Rano, pod poduszką znalazłem ksiązkę. Dużą, ładną, kolorową, jak na prawdziwy mikołajkowy prezent przystało. Ksiązka niezwykła, napisana przez Gordona Ramseya, słynnego brytyjskiego kucharza i showmana, znanego z popularnego na całym świecie show „Hells kitchen”. Jej treść nie ma nic wspólnego z koszmarnym, dla jego uczestników programem. Tytuł oryginalny „Cooking for friends”, polski „Szef kuchni po godzinach”, mówi o tej książce wszystko. Mamy wykorzystać tę książkę do bezstresowego gotowania w domu, z przyjaciółmi i rodziną. I nie mamy prawa przejmować się tym, że coś nie daj boże robimy nie tak. Najbardziej cenne w tej publikacji jest dla mnie jedno zdanie, które jest kwintesencją udanego gotowania. Gordon mówi: „Najbradziej denerwuje mnie, kiedy ludzie piszą do mnie, że zrobili polecane przeze mnie dania dokładnie z przepisem, a przecież w kuchni liczy się kreatywnośc”. Zgadzam się w 100%. Przepisy w książkach kucharskich zawsze traktowałem jako inspirację. A najlepszą metodą na pozbycie się z kuchni miar i ograniczeń z wyczytanych przepisów, jest czytanie ksiązki kucharskiej tylko podczas pierwszego przygotowania danej potrawy. Tylko w ten sposób, możemy osiągnąć nasz ideał, nasz własny smak i zaadoptować smakołyk do naszej własnej kuchni. To działa. A tak naprawdę nawyki i kilka tzw. �złotych zasad� pozwala osiągnąć sukces w kuchni.
Ja zaadoptowałem od Gordona prosty przepis na krem brokułowy z gruszką. Przyznam szczerze, że z kremem brokułowym miałem zawsze problem. Udawało mi się przygotować smaczną zupę, ale nie byłem w stanie w idealny sposób skontrastować, bądź co bądź mdłego smaku brokułu. Gordon poleca zmiksować krem brokułowy z serem pleśniowym stilton. To naprawdę działa i smakuje. I nie ma sensu przejmować się tym, że ser Stilton jest raczej trudno dostepny w Polsce. Ja wykorzystałem to co miałem w lodówce – ser blu Champignon – dosyć ostry pleśniowy ser, który nie posiada smrodku, który jest charakterystyczny dla naszego Lazura, którego do tego dania jednak nie polecam – może zupełnie zabić deliktany posmak brokułu i gruszki.
Zabrałem sie do pracy, robiąc wcześniej zakupy w Złotych Tarasach, które przeżywały dziś coś w rodzaju małej wojny domowej o prezenty i zabrałem się do pracy.
Do czystego, gotującego się bulionu drobiowego wrzuciłem porwane różyczki z jednego sporego brokułu. Gotowałem pod przykryciem kilka minut, po czym zmiksowałem wszytko z serem pleśniowym i jeszcze raz zagotowałem, doprawiając solą i pieprzem. Przekrojoną i oczyszczona gruszkę dusiłem na maśle kilka minut i udekorowałem nią zupę. Połączenie gruszki z idealnie smakującym, brokułowym kremem to naprawdę poezja, sycąca, pyszna i bardzo prosta w przygotowaniu. Polecam i krem i książkę. „Szef kuchni po godzinach” to taka mała filozofia każdego kucharza…
Gordon Ramsey, „Szef kuchni po godzinach”, wyd. MUZA, Warszawa 2009.