Greckie pomidory

Od końca maja po greckich, małych uliczkach miasteczek i wsi poruszają się zdezelowane, nieduże samochody dostawcze ze świeżymi, dojrzałymi i słodkimi pomidorami. Kierowcy nawołują przez prymitywny megafon, że wiozą soczyste warzywa prosto z pola. Zwalniają, kiedy znajdują się blisko tawern i większych osiedli małych, greckich domków… Oszczędzają czas mieszkańców i właścicieli tawern, bo przecież można kolejną godzinę poświęcić na siestę, przy szklaneczce ouzo z zimną wodą.

O tym, żeby siesta trwała dłużej, żeby w ogóle trwała, żeby w ogóle była, marzyło małżeństwo mieszkające w Skandynawii, Mikael Backman i Joanna Nicklasson-Młynarska. Spełnili swoje marzenia, postawili wszystko na jedną kartę i kupili dom na wyspie Lesbos. Nie było łatwo, ale się udało. Mają swój dom z widokiem na morze, mają ogród, w ogrodzie kota, ulubione knajpki, gdzie z daleka pozdrawia ich właściciel, greckich przyjaciół, pomidory i cytryny w ogrodzie, ulubione plaże, gdzie kąpią się nago i święty spokój na „końcu drogi”. Czym różni się książka „Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi”, od setek podobnych, wakacyjnych lektur w większości o wymarzonej Toskanii. Pewnie tym, że Grecja nie jest wbrew pozorom w tej książce krystalicznie idealna, jak Toskania w wybranej w księgarni wakacyjnej lekturze. Grecy mają swoje zwyczaje, których uparcie przestrzegają, bywają trudni a życie w ich sąsiedztwie nie zawsze jest idylicznie. Ale jest na pewno uroczo. Bo tylko Grek, pod warunkiem, kiedy się z nim zaprzyjaźnisz i w końcu cię zaakceptuje, będzie w stanie pokazać ci najbardziej dzikie plaże, każe ci na nich jeść miejscowe przysmaki, jak choćby jadalne, czarne jeżowce, lokalny przysmak, surowe, żywe mięso nakładane na białe pieczywo z odrobiną oliwy i pomidorami. Grek, sąsiad pozwoli ci zajrzeć do kuchni, do gara, ale kiedy mu powiesz, że miło byłoby zjeść obiad w ogrodzie, prawie się na ciebie obrazi i znajdzie milion powodów, żeby zostać w domu i zasłonić okna. Chować się przed słońcem? Grecję trzeba polubić, pokochać, zaakceptować taką jaka jest, a przede wszystkim poczuć. Bez tego nie uda się tam kupić domu. Autorzy piszą o swoich znajomych, którzy odwiedzają ich latem, zakochują się, chcą stać się właścicielami greckiej nieruchomości, ale za chwilę zaczyna im wszystko przeszkadzać i rezygnują z kupna. Oni na pewno nie zjedzą pomidorów z brudnego zakurzonego samochodu, od nawołującego przez megafon miejscowego rolnika.  „Greckie pomidory…”, to książka lekka, wakacyjna, trochę inna, niż wszystkie podobne. Zarówno na plażę, jak i deszczowe wieczory w środkowoeuropejskim braku stabilizacji ciśnienia atmosferycznego.

„Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi” Mikael Backman, Joanna Nicklasson-Młynarska, wydawnictwo Czarna owca, maj 2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s