Co z tymi grzybami?

Nigdy nie byłem i chyba nie będę w stanie wstać o piątej rano, tylko po to, żeby iść do lasu na grzyby. Jest weekend, musi być śniadanie, przynajmniej krótkie wylegiwanie, kawa, ciasteczko, sery desery. Potem mogę ewentualnie pomyśleć. A że akurat ostatni weekend spędziłem w lesie z przyjaciółmi, około 11, po śniadaniu, rzuciłem hasło, idziemy do lasu, na grzyby. Nie wiemy gdzie, nie znamy terenów, ale idziemy. Szliśmy leniwie, przedpołudniowo, niedzielnie. W strone lasu oczywiście, a że las był z każdej strony taki sam, musiłem wybrać w którą stronę mamy się udać. Weszliśmy na jedną z lesnych dróg. Szliśmy bardzo długo, ale okazało się, że do lasu nie mogliśmy wejść, bo z każdej strony był on ogrodzony. Za siatkami, murami, na leśnych działkach, widzieliśmy domy, domki, takie bardziej leśne drewniane, domiska, wille, w końcu pałace z wysokimi garażami – teraz już wiem, gdzie ci wszyscy warszawscy kowboje, poruszający się po ulicach Warszawy chowają swoje suwy. W końcu doszliśmy do prawdziwego, nie wykupionego, nie ogrodzonego, nie przystrzyżonego lasu. Piękne muchomory, to wszystko co znaleźlismy, po mniej więcej godzinnym spacerze, podczas którego z zazdrością patrzyliśmy na grzybiarzy wychodzących z lasu z pełnymi siatkami pięknych okazów. W momencie, kiedy K. znalazła jednego podgrzybka, odetchnęliśmy z ulgą, że uratowała nasz honor i nie musimy wracać do domu z pustymi rękami. Zastanawiałem sie przez chwilę, co zrobić z eko torba, którą zabrałem ze sobą do lasu. Świadomy, popełnianego przeze mnie przestępstwa padłem na kolana i zacząłem zrywać piękny zielony mech z zamiarem posadzenia go przed domkiem letniskowym, gdzie mieszkaliśmy. Mech, jeden podgrzybek. To wszystko co mieliśmy w torbie. To wszystko z czym mieliśmy wrócić. Wtedy E. powiedziała – no, chyba piwa pić dziś nie będziemy. Jak to nie będziemy? Jest ciepło, jest lato, jest weekend. Będziemy pić piwo i koniec. Nie będziemy pić piwa, bo nie mamy grzybów. Mój mąż, jak z nim chodziłam na grzyby, dopiero, jak zebrał pełen koszyk, mówił, że teraz czeka nas zasłużone piwko, a że zbierał grzyby bardzo szybko, wiedział co i jak i wogóle, to taki letni, weekendowy dzień, zaczynał sie od przedpołudniowego piwka. Bardzo wesoło się zaczynał. Mój mąż wtedy stawał pod drzewem, wołał nas wszystkich, pytał, no i jak?, my odpowiadaliśmy nijak, a on pokazywał nam pełen koszyk grzybów i zarządzał powrót do domu.

Wtedy przypomniałem sobie rozmowę z A. (przyjaciółka, która zna tereny, na których byliśmy). A. powiedziała mi, że prosto z drogi prowadzącej na naszą działkę, przed kościołem, trzeba wejść do takich niewyględnie wyglądających krzaczorów i tam na pewno będzie mnóstwo grzybów. Przypomniałem sobie, że poprzedniego dnia wracając ze sklepu widziałem, jak do tych właśnie krzaczorów, wchodził jeden pan, ale byłem pewien, że idzie tam za potrzebą. Myliłem się. Weszliśmy. Oczom nie mogliśmy uwierzyć. Pierwsza krzyczeć zaczęła E. Mam. Biegne do niej. Pokazuje mi podgrzybki o kapeluszach wielkości patelni. Patrzę na miejsce na którym stoi, a pod jej nogami kolejna kolonia, którą prawie zniszczyła butami. Idziemy dalej, zbieramy kolejne. Krzyczymy do siebie, mniej więcej co dwie minuty. Mamy z czym wrócić. Lunch będzie wspaniały, grzybowy, pachnący.

Karkówka marynowała się w oliwie, ziołach i czerwonym occie winnym całą dobę. Wrzuciłem ją na grilla. Obrane i wyczyszczone grzyby (podgrzybki, maślaki i borowiki), zostały wrzucone na patelnię ze skwierczącym masełkiem i cebulką. Zapach grzybów i przyjemność z ich smażenia, przysłoniły mi całkiem wszelkie opowieści o tym, że grzyby są ciężkostrawne, nie mają właściwości odżywczych i można bardzo łatwo te jadalne pomylić z trującymi. Przyjemnośc ich przygotowywania w domu w lesie, w ciepły wrześniowy dzień, jest czymś naprawdę rewelacyjnym, nie wspominając o doznaniach smakowych, kiedy się wcina prawdziwy sos grzybowy na świeżym powietrzu. Rozumiejąc przeciwników tej metody jestem fanem dodania pod koniec duszenia grzybów dwóch łyżek śmietany, która sprawia, że sos staje sie bardziej klarowny i nie „ciągnie się”, co przynajmniej w moim przypadku zabija wszelkie estetyczne doznania. Karkówka z grilla, sos grzybowy, sałata ze świeżej roszponki i malinowych pomidorów. Prawdziwy wrześniowo-weekendowy obiad. I zasłużone schłodzone piwo też oczywiście pojawiło się na stole.
Przepis na sos grzybowy

Około 0,5 kg grzybów

1 cebula

2 łyżki smietany 22%

Sól, pieprz

Dusimy przyprawiamy, podajemy ze świeżo ugrillowanym mięsem i zieloną sałatą.

2 uwagi do wpisu “Co z tymi grzybami?

  1. WOW!!! I found this site on Ask looking for something totally unrelated, now I’m gonna have to read the old posts 🙂 Good bye spare time this morning, but this was a truly amazing find.

  2. Hi, i read your blog occasionally and i own a similar one and i was just curious if you get a lot of spam remarks?
    If so how do you reduce it, any plugin or anything you can advise?
    I get so much lately it’s driving me insane so any support is very much appreciated.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s