„Finistere na jesień…”

Nigdy nie byłem w Finistere, nigdy nie byłem w Bretanii. Zaczynam pisać i narzekać jednocześnie, bo zimno, bo szaro, bo za chwilę jak mówi moja przyjaciółka Ela, wszędzie będzie czuć swąd zgniłych liści, jak na cmentarzu 1 listopada.

Żeby na chwilę odlecieć szukam tanich biletów, przeglądam turystykę w Wyborczej i czytam, a tam naprawdę skończyłem czytać „Cenę wody w Finistere” Bobil Malmstem. Książka ciekawa, wychwalana, moim zdaniem trochę nierówna. Kiedy zaczynałem ją czytać zazdrościłem autorce, że kupiła stary dom w Bretanii, że uprawia ogród, rozmawia z sąsiadami, jednocześnie pielęgnując róże. Zdobywa rozmaite sadzonki kwiatów i krzewów, uczy się uprawiać przydomowe zagajniki, stara się żyć inaczej. Zachwyt na nad lekturą „Ceny wody…” i wpadnięcie w pułapkę tej książki tłumaczę sobie dopadającym prawie każdego z nas syndromem drugiego brzegu, czyli pragnieniem tego co niedostępne i dalekie. Bohaterka książki zostawia swoje dawne życie w zimnej Skandynawii i przenosi się nad Atlantyk, gdzie klimat jest przyjemny, sprzyjający kwitnącej wiosną Glicynii. Chodzi na spacery do portu, gdzie kupuje świeże ostrygi, poznaje, uczy się żyć po francusku, szuka siebie – „Dom, plaże, skały, ścieżki i łąki. Bezcenna wolność robienia tego, co chcę, uprawiania i podlewania ogrodu”. Przyjemnie, lekko, miło, jak w dzieciństwie. Sam przecież pamiętam i chyba zostało mi to do dziś, że w uprawianiu ogrodu najprzyjemniejsze jest podlewanie. Patrzenie, jak ziemia chłonie wodę, jak daje roślinom siłę.

Ale przecież bohaterka nie przyjechała do Finistere, żeby stać się wykwalifikowanym ogrodnikiem. Ma odszukać siebie i oczywiście po jakimś czasie, to szukanie przynosi oczekiwane rezultaty. Zaczyna pisać. Nie przychodzi jej to łatwo, w pisaniu adoruje jej poznana niedawno koleżanka Madame C. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, wena przychodzi w odpowiednim momencie. Bohaterka czuje się spełniona. Konstrukcja książki prosta, miła, łatwa, wciągająca. Czyta się naprawdę przyjemnie. Tak samo przyjemnie jak podlewa się ogród latem. Ale chyba samo podlewanie nie wystarczy. Trzeba się jeszcze dużo napracować…

Bobil Malmstem, Cena wody w Finistere, Wydawnictwo Literackie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s