Kuchnia przedziwna

Potrafić zrobić coś z niczego. Niezależnie od tego, czy jest to obiad świąteczny, czy zwykła kolacja. To sztuka. To umiejętność. To coś, co ma się w genach. Ma się i tyle. Przeżyło się wojnę, kradło się ziemiaki na polach, potem komuna, ukochany kraj, ogródki działkowe, w końcu stan wojenny i ocet na półkach. Moja babcia Jadzia należy właśnie do takiego pokolenia. Kiedy dowiedziała się, że mieszkam w Warszawie, w mieszkaniu z ogródkiem, zaczęła mi wypominać, dlaczego nie zasadziłem w nim jeszcze ziemniaków, marchewki, pietruszki i sałaty. Nie musisz nic kupować. Wszystkie nasiona ci przygotuję. Tylko przyjedź. Na pewno. Nie będziesz przecież wydawał pieniędzy na warzywa w sklepie, skoro możesz mieć swoje. Kiedy byłem u niej kilka dni temu, podała na stół zupę szczawiową. Skąd miałaś szczaw? – zapytałem. – Jak to skąd, z pola. Poszłam rano pod miasto, tam gdzie były te PGR-y i zerwałam. Nie będę przecież kupowała tego w słoikach, sztucznego, barwionego, okropnego i przede wszystkim drogiego. I wiesz, kiedy tak zrywałam ten szczaw, z krzaków wyszedł sobie piękny jeleń, sarenka i młode. Zwierzęta piły wodę i jadły czerwoną koniczynę. Tam zawsze była najlepsza ziemia. Dobry jest ten szczaw – dodała.

Zbiera, przerabia, gotuje, oszczędza. Na parpaecie w swoim mieszkaniu w bloku od późnej zimy hoduje pomidory w puszkach po margarynie. Potem pikuje i wysadza na działce. Zbiera, przerabia na soki, koncentraty, bo przecież z rosołu po niedzili zawsze robi sie pomidorową. Kilka lat zajęło mi przekonanie jej, że w kuchni oprócz ziela angielskiego, pieprzu, soli używa się innych ziół. Jest smaczniej, jest lepiej. Nadal oszczędnie, bo przecież, kiedy zostanie mięso z rosołu czy innej zupy, trzeba je przemielić i zrobić z tego pierogi. Nic nie może zostać wyrzucone, wszystko się zjada, obgryza, wysysa. Tak, wysysa się nawet szpik z małych kostek. Podobno najlepszy, najzdrowszy i najsmaczniejszy. Nie wiem, nie próbowałem. W piwnicy za drewnianymi drzwimi, z pozbijanych desek ma zawsze zimą pełne półki kompotów, dżemów, słoików z ogórkami i najlepszym na świecie dżemem z czarnego, dzikiego bzu, którym leczyła mnie i mojego brata z jesiennych przeziębień. Ma bardzo dużo siły, zapału. Zawsze garnki na kuchni i warzywa w koszyku. Kiedyś pracowała w kawiarni, w kamienicy w której urodził się Dawid Ben Gurion. To stamtąd ma przepis na najlepszą paschę, czyli mrożoną śmietanową masę z bakaliami. Naprawdę mogę powiedzieć, że tak dobrej paschy nie jadłem w najlepszych, warszawskich restauracjach. Przepis posiadam, na razie nie ujawniam, ale jest genialny. Nie wiem, czy jeszcze ktoś w ten sposób przygotowuje desery, bo sposób przygotowania tego mrożonego ciasta jest strasznie upierdliwy. Detale, jak układać produkty w głębokiej misce, łaczyć ze sobą, mieszać jest naprawdę przedziwny. Babcia Jadzia. Rocznik 1934. Aby tak dalej, lepiej, do przodu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s