Królik w chardonnay, śmietanie i leśnych ziołach

Nikt, nigdy u mnie w domu nie przyrządzał królika. Pamiętam tylko zające. Wisiały martwe w dużej kuchni w poniemieckim mieszkaniu, jakie zajmowaliśmy. Mieszkanie było bardzo duże, a może tylko tak mi się wydawało. Miałem zaledwie kilka lat. Nie pamiętam.

Ojciec też kiedyś złapał zająca na wsi i przywiózł do domu w szmacianej torbie, prawie identycznej, jak te które nosi się teraz na zakupy. Prawie robi duża różnicę, bo te pamiętające PRL, miały plastikowe uchwyty i nudne wzory cmentarnych kwiatów. Zając był żywy, małe seduszko strasznie mu pulsowało, nie chciał się z nami bawić, chował się za regał. Poprosiliśmy tatę, aby go zawiózł do lasu…

Wracając do królika. Zadałem pytanie babci C, jak go podać. Pamiętam przecież, że podawałaś dziczyznę na święta. Nie pamiętam jak smakowała, ale na pewno wszyscy mówili, że jest pyszna i nigdy wczesniej takiej nie jedli… Musisz długo marynować i dusić w śmietanie… A patrz tu nowe leki dotsałam…. Zroumiałem, teraz ma inne menu. Zdawkowa rada okazała sie jednak słuszna.

Królika kupiłem w supermarkecie Piotr i Paweł. Mrożonego. To podobno idelanie, bo dziczyzna przed przyrządzeniem powinna być solidnie zamrożona. Kupując i póżniej jedząc to przepyszne danie, chyba nie pamiętałem ostatnich przed wakacjami zdjęć do serialu, przy którym pracuję. W gospodarstwie, które wynajmowaliśmy, w klaustrofobicznych klatkach, upchane były piękne białe zwierzątka, które jadły zachłannie koniczynę z moich rąk. Były śliczne, ale nie bylo im w tych klatkach dobrze. Mam nadzieję, że to nie były króliki, które wylądowały na moim stole.

Kiedy przywiozłem mrożonego królika do domu nie pamiętałem tych obrazków przedwakacyjnych. Miałem ochotę zrobić coś pysznego, nadzwyczajnego.

Królik bardzo długo marynował się w oliwie, ziołach i porto. Po 12 godzinnym leżakowaniu w marynacie został podsmażony z każdej strony na patelni, po czym wrzucony do głębokiego garnka i zalany szklanką chardonnay. Kiedy alkohol odparował, zalałem mięso bulionem (przyznaję był to nowy wynalazek knora � bulionetka, podobno bez konserwantów). Królik dusił się półtorej godziny i wtedy, pod koniec tego procesu dodałem śmietanę 18%, rozgrzewając jednocześnie piekarnik do temaperatury 180 stopni. Przygotowany sos i królika przeniosłem do naczynia żaroodpornego i zapiekałem w przygotowanym sosie całą godzinę. W czasie przygotowywanie królika, próbowałem jedynie sosu, który był nieziemski, pachniał lasem i dobrym alkoholem. Samo mięso, ku mojemu zdziwieniu (pierwszy raz podawałem dziczyznę) wyszło miekkie, rozpływające sie w ustach, aromatyczne, nieziemsko smaczne. Na talerzach zostały tylko drobne kosteczki.

Składniki:

4 ćwiartki królika mrożonego

Zestaw leśnych ziół (moja specjalna mieszanka)

1/2 szklanki oliwy z oliwek

1/4 szklanki porto do marynaty

Pudełko śmietany 18%

0.5 litra bulionu warzywnego

Sól i pieprz do smaku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s