Cynamon ale z umiarem.

Sobota, centrum handlowe w Warszawie, tydzień przed świętami Bożego Narodzenia. W jednym ze sklepów córka, lat koło 40, pokazuje matce, lat koło 70 opakowanie ze świątecznymi ciasteczkami. Matka bierze ciastka do ręki, wącha, oddaje córce z obrzydzeniem stwierdzając, pokazujesz mi kolejną rzecz z cynamonem, mam już tego dosyć, jeszcze jedna rzecz z cynamonem i zwymiotuje na te wszystkie słodkości.

Dużo w tym prawdy, bo cynamonu dużo. Pachnie nawet tam, gdzie pachnieć nie powinien, bo w sklepach z ubraniami, butami, płytami i mydłami. Cynamonowe święta. Zapach w centrach handlowych, zapach zakupów, psychologiczny bat na tłumy.

I jak tu wrócić do domu i przygotować coś świątecznego, jak nie dać się zwariować banałem i nudą w kuchni, a jednocześnie poczuć zapach świąt. Ja tym razem proponuję crème brûlée z kandyzowana pomarańczą. Z jednej strony klasycznie, a jak mówi moja koleżanka, pomarańcze na święta być muszą, dlatego jest tak zwany świąteczny element z drugiej strony.

Crème brûlé robiłem już kilka razy, według klasycznego przepisu francuskiego z książek kucharskich m.in. Julii Child. Tym razem zainteresowałem się przepisem na ten deser w nowym designerskim miesięczniku kulinarnym KUKBUK http://www.kukbuk.com.pl. Bardzo przyjaznym dla oka, gdzie dobrze skrojone sesje zdjęciowe, łączą się ciekawymi tekstami o kuchni i jedzeniu. Ale jednej rzeczy debiutantowi wybaczyć nie mogę. Jak można podać przepis na crème brûlé, bez brûlé, czyli bez pieczenia. Sam nie traktuje przepisów jak wzorów chemicznych i stają się dla mnie często inspiracją, ale są klasyki których modyfikować nie można, bo po co?  Crème brûlé, to zapiekana śmietanka z dodatkiem mieszkanki żółtek i cukru. Nic więcej. Szkoda, że na klasyce potknął się KUKBUK podając wersję tego deseru bez zapiekania. Mimo wszystko wróżę temu wydawnictwu duży sukces i trzymam kciuki za jego powodzenie, bo jest naprawdę do zjedzenia, prowadzony z lekkością i wyczuwalnym smakiem.

Ja tym razem mój świąteczny, zrobiony w stu procentach klasycznie creme brule postanowiłem wzbogacić pomarańczą, kandyzowaną z odrobina koniaku. Według klasycznego przepisu creme brule przygotowujemy z sześciu żółtek połączonych delikatnie z 1/3 szklanki cukru. Celowo piszę, że delikatnie, bo cały sekret tego deseru polega na tym, że żółtka muszą być jedynie wymieszane, a nie zmiksowane z cukrem. Nie można dopuścić do wytworzenia delikatnej pianki, ale jednolitej lejącej się mazi.  Żółtka łączymy z wcześniej podgrzaną śmietanką (36%) i zostawiamy na pięćdziesiąt minut w piecu rozgrzanym do temperatury około 100 stopni. Na dnie ułożyłem kawałki pachnącej koniakiem pomarańczy. Deser chłodzimy w lodówce co najmniej 5 godziny. Podajemy, tworząc na wierzchu karmel z brązowego cukru.

Droga pani z centrum handlowego. Święta to nie tylko cynamon. To masło, wanilia, pomarańcza, aromat koniaku i grzanego czerwonego wina. Nie musi być banalnie i zawsze tak samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s